czwartek, 29 grudnia 2016

Osiemdziesiąta dziewiąta recenzja: Świeża muzyka od jednego z najstarszych zespołów na świecie

Do „coverowych” płyt podchodzę z bardzo dużym dystansem. Mogliście to zauważyć chociażby po tym, że album uwielbianego przeze mnie Davida Bowiego z piosenkami innych artystów oceniłem najgorzej spośród jego wszystkich zrecenzowanych albumów. W małej wojence pomiędzy fanami Beatlesów a Stonesów zawsze trzymałem stronę czwórki z Liverpoolu. Tak więc we wstępie do recenzji ciężko napisać coś innego niż to, że „Blue & Lonesome” był u mnie od razu skazany na pożarcie. Jednak przy przesłuchiwaniu płyty wielokrotnie bardzo pozytywnie się zaskoczyłem.


Ostatnie dwie płyty Stonesów niczego ciekawego tak naprawdę nie przyniosły. Były to poprawne albumy, w sporadycznych momentach powodujące uśmiech na twarzy. Po takim legendarnym bandzie jak The Rolling Stones oczekuje się jednak zdecydowanie więcej. Na wieść o tym, że kolejny krążek Londyńczyków będzie longplayem zawierającym covery, byłem niemal pewny, że czeka nas następne przeciętne wydawnictwo.  Zaczyna się jednak bardzo ciekawie, oldschoolowo, i ciężko odczuć to, że piosenka została nagrana w najnowszych muzycznych czasach. Za sprawą przebojowej harmonijki spokojnie możemy sobie wyobrazić, że jesteśmy na imprezie w latach sześćdziesiątych. Stonesi brzmią tutaj tak, jak za swoich najlepszych lat. Podobnie szybki i przyjemny jest „Commit a Crime”. Niezwykle świeżo na wokalu prezentuje się Mick Jagger, u którego tej świeżości na poprzednich albumach ewidentnie brakowało. Zwalniamy odrobinę w następnych dwóch propozycjach. Balladowy „Blue and Lonesome”, zwłaszcza przez piękną grę Richardsa, jest idealny do wolnych tańców. W „All of Your Love” mamy natomiast powolne, nastrojowe klawisze Chucka Leavella. Po dwóch rozmarzonych fragmentach z nostalgicznego stanu wyrywa nas wariująca harmonijka. Warto zwrócić także uwagę na szósty w kolejności „Everybody Knows About My Good Thing”. Fantastycznie komponują się dźwięki z instrumentów klawiszowych oraz niebanalna melodia charakterystycznej gitary występującego na tej płycie Erica Claptona. Sporą dawkę energicznego, stonesowego rock and rolla dostajemy w „Ride ‘Em on Down” i „Hate to See You Go” . Fantastycznie wypadła również interpretacja kawałka „Little Rain” autorstwa Jimmy’ego Reda. Gitara Richardsa po prostu uwodzi, a Jagger przez cały numer czaruje swoim w ciąż wszechstronnym wokalem. W pamięć zapadnie mi najdłuższy na albumie „I Can’t Quit You Baby”, który jest drugą piosenką na płycie nagraną z Claptonem i jednocześnie kończy „Blue and Lonesome”.


Najnowszy krążek Stonesów jest jak najbardziej godny polecenia i szczerze mówiąc to chyba największe zaskoczenie tego roku. Muzycy na najnowszym albumie, mimo tego, że odkurzyli stare klasyki to prezentują się w nich naprawdę świeżo. W końcu można ich ponownie słuchać z wielką przyjemnością. Genialnie wypadła także współpraca z Claptonem, który podczas pracy nad swoim solowym krążkiem znalazł czas by dograć się Stonesom do dwóch kompozycji. 
OCENA: 7/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz