sobota, 20 października 2018

Sto czterdziesta druga recenzja: Na "Małomiasteczkowym" Podsiadło jest jeszcze bardziej swojski


Nie ma w Polsce drugiego twórcy, który tak umiejętnie łączyłby przystępność swojej muzyki z jej artystyczną jakością. Dawid Podsiadło  jest szanowany zarówno w kręgach tych ludzi, którzy muzyki tylko czasem sobie posłuchają w radiu, jak i tych, którzy muzyką żyją i w miesiącu potrafią przesłuchać setki płyt. Swoim poprzednim albumem – „Annoyance and Disappointment”, artysta z Dąbrowy Górniczej utwierdził słuchaczy w przekonaniu, że kapitalny debiut nie był przypadkiem. Tym razem Dawid zabiera nas do zupełnie innej krainy. Krainy małomiasteczkowej.

poniedziałek, 8 października 2018

Sto czterdziesta pierwsza recenzja: Nowy rozdział w historii Riverside


Grupa Riverside to bezsprzecznie jeden z najważniejszych produktów eksportowych polskiego rynku muzycznego. Kolejne krążki warszawskiej grupy wywołują poruszenie nie tylko w Polsce, ale także w takich krajach jak Holandia, Niemcy, Szwajcaria czy nawet Stany Zjednoczone. Poprzedni album -„Love, Fear and the Time Machine”, był delikatnym odejściem od klimatów metalowych. Na pierwszy plan twórczości formacji wdarł się rock progresywny. Po przesłuchaniu „Wasteland” wydaje się, że muzycy tęsknili za tym co grali na swoich pierwszych wydawnictwach.

wtorek, 25 września 2018

Sto czterdziesta recenzja: Mroczniejsza strona The Dumplings



Pisząc o poprzedniej płycie grupy The Dumplings wspominałem, że trochę obawiam się o jakoś drugiego albumu przez to, że został wydany tak krótko po premierze debiutanckiego krążka. Mimo sukcesu „Sea You Later” projekt z Zabrza tym razem postanowił trochę poczekać i zaprezentować nam „Raj” po trzech latach przerwy. Ponownie dostajemy wydawnictwo, które bardzo trudno jest porównać z poprzednimi, bo znów Justyna i Kuba zaskoczyli i zaserwowali nam coś zupełnie innego.

niedziela, 16 września 2018

Sto trzydziesta dziewiąta recenzja: Szesnaście stacji z Paulem McCartneyem


Solowe albumy muzyków wchodzących w skład grupy The Beatles nigdy nie mnie fascynowały tak bardzo, jak dorobek „wielkiej czwórki z Liverpoolu”. Jeżeli jednak miałbym wybierać pomiędzy indywidualnymi dokonaniami Johna Lennona i Paula McCartney’a, to zdecydowanie wybrałbym twórczość tego pierwszego. Do niedawno wydanego przez Paula „Egypt Station” podchodziłem więc ze sporym dystansem, nie oczekując od tego wydawnictwa zbyt wielu fajerwerków.

czwartek, 6 września 2018

Od Was: Chaos Over Cosmos - The Unknown Voyage


Jesień i zima zawsze były czasem, w którym na wszystkich możliwych listach odtworzeń zaczynała przeważać u mnie cięższa muzyka. To właśnie w te pory roku najbardziej lubię nałożyć słuchawki i najlepiej przy zgaszonym świetle posłuchać mrocznych, tajemniczych i przede wszystkim potężnych gitarowo-perkusyjnych dźwięków. Z pomocą w doborze muzyki na ten chłodny okres przyszli do mnie Chaos Over Cosmos, którzy podesłali mi swój debiutancki album będący idealną propozycją na najbliższe miesiące.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Relacja z koncertu Arctic Monkeys na Sziget Festival 2018 (14.08.2018)


Zacznę od tego, że wyjazd na Sziget Festival to jedna z najbardziej szalonych decyzji w moim życiu. Była ona spowodowana głównie niesamowitymi przeżyciami podczas koncertu Arctic Monkeys na Openerze. Stwierdziłem, że ciekawie byłoby porównać sobie dwa koncerty z tej samej trasy. Przede chciałem sprawdzić dobór kompozycji oraz różnice w ich wykonaniu. Nurtowało mnie też pytanie jak fani w innym miejscu będą reagowali na poszczególne utwory i czy będzie miało to wpływ na samych artystów. Dzisiejszy post będzie prawdopodobnie jednym z krótszych w historii bloga. To po prostu luźne porównanie dwóch koncertów tej samej formacji i parę odczuć związanych z samym węgierskim festiwalem.

środa, 8 sierpnia 2018

Relacja z koncertu Judas Priest na Pol'and Rock' Festival (3.08.2018)


Historia mojego pierwszego wyjazdu na kostrzyński festiwal jest bardzo długa. W ostatnich latach, pod koniec lipca zawsze wahałem się czy może jednak w końcu nie spróbować przejechać te nieco ponad 100 kilometrów i wspólnie z mnóstwem ludzi przeżyć ten ponoć „najlepszy festiwal świata”. Za każdym razem jednak nie byłem do końca przekonany. Wydawać by się mogło, że jak już nie pojechałem na Woodstock to na Pol’and' Rock tym bardziej nie powinienem. Tymczasem line-up oraz znajomi przekonali mnie w tym roku tak bardzo, że w końcu spakowałem się i wyruszyłem, w jak się później okazało, jedną z najbardziej ekscytujących podróży w moim życiu.