Ostatni, nienajlepszy album grupy Foo Fighters – „Sonic Highways”
pokazał, że zespołowi ewidentnie potrzebne są zmiany. Nie chodzi mi tu
oczywiście o zmiany personalne, a stylistyczne. Przed premierą dziewiątego
krążka Dave Grohl mówił, że na „Concrete and Gold” będziemy mogli usłyszeć
mieszankę takich zespołów jak The Beatles i Motorhead. Nietrudno się więc
domyślić, że po takich oświadczeniach płyta została przeze mnie przesłuchana
już kilka minut po oficjalnej premierze.
wtorek, 19 września 2017
czwartek, 14 września 2017
Relacja z koncertu Rezerwatu na Tennis Music Festiwal w Szczecinie (13.09.2017)
W ostatnim czasie
przeglądałem starsze posty, które zamieszczałem na blogu i zdałem sobie sprawę
z tego, że od ponad roku nie pojawiła się tutaj żadna relacja z koncertu. Przez
ogrom zajęć w klasie maturalnej oraz całe zamieszanie związane z dopełnianiem wszelkich
formalności, aby dostać się na wymarzoną uczelnię nie było po prostu kiedy
gościć na muzycznych wydarzeniach. Teraz mogę poinformować, że udało mi się
dostać na zaplanowane studia we Wrocławiu, co prawdopodobnie spowoduje, że tych
opisów koncertów będzie więcej. Tymczasem mam dla Was relację z ostatniego
koncertu grupy Rezerwat na Pekao Szczecin Open 2017.
wtorek, 12 września 2017
Sto dwudziesta recenzja: Iron Maiden - Seventh Son of a Seventh Son (1988)
W kolejnej części podróży z muzyką zespołu Iron Maiden czeka
nas bardzo ciekawa przygoda. Przygoda zdecydowanie wyjątkowa, bo jak inaczej
określić jedyne koncepcyjne wydawnictwo zespołu z Londynu. „Seventh Son of a
Seventh Son” to także, w mojej opinii, jedna z najbardziej niedocenianych płyt
w dorobku Żelaznej Dziewicy, która spokojnie mogłaby kandydować do miana
najlepszego albumu heavy metalowego. Zapraszam na spotkanie, którego głównym
motywem będzie liczba siedem.
wtorek, 29 sierpnia 2017
Sto dziewiętnasta recenzja: Queens of the Stone Age połączyli swoje poprzednie wydawnictwa
Po dynamicznych i zdecydowanie świetnych albumach „Rated R”
oraz „Songs for the Deaf” muzycy zespołu Queens of the Stone Age zwrócili się w
stronę trochę lżejszej alternatywy. Zmiana nastąpiła w 2007 roku. W
delikatniejszych klimatach artystom również szło całkiem nieźle, bo, o ile „Era
Vulgaris” można krytykować pod wieloma względami, tak „… Like Clockwork” należy
uznać za dobry krążek. Najnowsze wydawnictwo Amerykanów wydaje się być zatem
swoistym połączeniem stylów, które serwowali nam na poprzednich płytach.
czwartek, 24 sierpnia 2017
Sto osiemnasta recenzja: Steven Wilson walczy z popowymi stereotypami
Niezależnie od tego, jakiej płyty Steven Wilson by nie wydał,
to krytycy zawsze będą go uznawać za wirtuoza rocka. Artysta z Kingston upon
Thames zrobił już dla muzyki tyle, że teraz może sobie spokojnie
eksperymentować z kolejnymi gatunkami muzycznymi. Tym razem wziął na warsztat
muzykę, która od razu może się kojarzyć z kiczem bądź tworzeniem wszystkiego mając
wyłącznie na celu osiągnięcie sukcesu sprzedażowego. Tak, tak drodzy Państwo.
Nowy album Wilsona to wydawnictwo popowe.
poniedziałek, 21 sierpnia 2017
Sto siedemnasta recenzja: David Bowie - Never Let Me Down (1987)
Na próżno szukać rzeszy osób, którym spodobał się album
„Tonight”. David Bowie postanowił jednak, że nie będzie tym razem na siłę
zmieniał swojego stylu. Przy tworzeniu „Never Let Me Down”, artyście ponownie
towarzyszyły niezwykle silne i zdecydowanie nieprzyjemne emocje związane z
wydarzeniami rodzinnymi. Ciekawostką jest, iż o siedemnastym wydawnictwie
Brytyjczyka krytycy w większości nie wypowiadają się zbyt pochlebnie, ale Marek
Niedźwiecki, legenda z radiowej Trójki, od lat twierdzi, że to jedna z jego
ulubionych pozycji w dyskografii Bowiego. Jaka jest więc moja opinia na temat
jedynego dziecka, za które wielki muzyk przeprosił swoich słuchaczy?
piątek, 18 sierpnia 2017
Sto szesnasta recenzja: Zmiany personalne w grupie Accept nie idą w parze ze zmianą stylu
Udany powrót grupy Accept w 2010 roku był z pewnością dla
wielu fanów ciężkiego grania sporym zaskoczeniem. Szczególnie intrygować mogły dwie kwestie.
Pierwsza: w jaki sposób zespół zdołał nawiązać do swoich wybitnych płyt z lat
osiemdziesiątych po słabym wydawnictwie „Predator” oraz druga: jakim cudem
uczynili to bez swojej legendy – Udo Dirkschneidera. Od kilku lat muzycy tworzą
względnie podobne do siebie albumy, aczkolwiek są one nagrywane na takim
poziomie, że chyba nikt nie może narzekać tutaj na monotonię. W klimacie
„nowego starego” Accept miał być nagrany również „The Rise of Chaos”. Jakie są
rezultaty?
Subskrybuj:
Posty (Atom)






