Aż trudno cokolwiek napisać po tak długiej przerwie. W
podsumowaniu wydawniczym poprzedniego roku zarzekałem się, że za wszelką cenę w
2018 będę starał się wrzucać więcej postów niż w i tak ubogim 2017.
Rzeczywistość jest jednak taka, że pierwsze sesje i praca na studiach
zdecydowanie mnie pokonały i na pisanie nie było po prostu czasu. Myślę, że
dobrym momentem na swoisty powrót, próbę odświeżenia tego wszystkiego na blogu
będzie relacja z wyjazdu na tegoroczny Opener.
niedziela, 15 lipca 2018
niedziela, 13 maja 2018
Sto trzydziesta siódma recenzja: Arctic Monkeys zapraszają na kosmiczną podróż
Niedawno recenzowałem dla Was bardzo długo wyczekiwany
przeze mnie polski album. Teraz przyszedł czas na płytę, na którą czekałem
najdłużej w swoim życiu. Arctic Monkeys towarzyszyli mi zawsze, w każdym
najważniejszym momencie i zapewne tak będzie już zawsze. Tym razem postanowili
zabrać swoich słuchaczy w marzycielską i kosmiczną podróż. Alex Turner w 2016
roku po prostu zasiadł do fortepianu, który dostał w prezencie urodzinowym i
stworzył „Tranqulity Base Hotel & Casino”. Czy spod jego ręki wyszło kolejne
muzyczne arcydzieło?
niedziela, 29 kwietnia 2018
Sto trzydziesta szósta recenzja: Tajemnicza Bokka ponownie zaskakuje
Zanim dobrze zebrałem się do odsłuchu nowej BOKKI, świat
polskiej muzyki obiegła informacja o tym, że zespół uległ groźnemu wypadkowi.
Członkom kapeli na szczęście nic się nie stało, ale straty sprzętowe są
ogromne. Postanowiłem więc, że wesprę zespół, wstrzymam się trochę z pisaniem
recenzji i wrzucę ją gdy emocje już trochę opadną. Emocji opadły i po
pierwszych przesłuchaniach mogę powiedzieć, że… jest trochę inaczej.
sobota, 14 kwietnia 2018
Sto trzydziesta piąta recenzja: Iron Maiden - Fear of the Dark (1992)
Wydany w 1990 roku „No Prayer for the Dying” rozpoczął nowy
rozdział w historii Iron Maiden. Od premiery ósmego wydawnictwa w muzyce
Brytyjczyków zmieniło się sporo, ale wciąż od razu dało się wyczuć, że kolejne
kawałki na pewno są tworzone przez Harrisa, Dickinsona i spółkę. „Fear of the
Dark”, którym zajmiemy się dzisiaj to natomiast pierwszy krążek, za który
kompozycyjnie odpowiada bardzo ciepło przyjęty przez fanów Janick Gers. Czy
muzyk polskiego pochodzenia namieszał trochę w twórczości Żelaznej Dziewicy?
piątek, 23 marca 2018
Sto trzydziesta czwarta recenzja: Jack White inny niż zwykle
Po czterech latach ponownie nadszedł ten moment. Czas zabrać
się za ocenę nowej płyty Jacka White’a. Jeśli czytaliście moją recenzję
„Lazaretto”, to z pewnością nie muszę Wam pisać jak bardzo nurtowało mnie
pytanie: „Co Jack zaserwuje nam na najnowszej płycie?”. Artysta z Detroit
postanowił powspominać dawne czasy i nagrać album w warunkach podobnych do
tych, w których tworzył muzykę mając kilkanaście lat. „Boarding House Reach”
miał więc od początku być krążkiem nietypowym. Na samym wstępie mogę Wam już
zdradzić, że drugiego nawet podobnego albumu raczej już nie usłyszycie.
poniedziałek, 19 marca 2018
Sto trzydziesta trzecia recenzja: Editors postanowili połączyć brutalność z delikatnością
Editors to grupa, która wywołuje u mnie bardzo rożne emocje.
Z jednej strony wielką przyjemność sprawia mi słuchanie ich dwóch pierwszych
post punkowych albumów, a z drugiej niezbyt podchodzi mi ich nowe,
delikatniejsze, synthpopowe granie. Członkowie zespołu, na długo przed premierą
„Violence”, mówili, że najnowsze wydawnictwo ma być połączeniem mocniejszego
uderzenia z pierwszych płyt z subtelnością ostatnich krążków. Zapowiedzi były
więc obiecujące, ale czy rzeczywiście jest nad czym się zachwycać?
wtorek, 13 marca 2018
Sto trzydziesta druga recenzja: Czy Judas Priest powinni już wybierać się na emeryturę?
Po powrocie Roba Halforda do Judas Priest, fani muzyki
metalowej oczekiwali od brytyjskiego zespołu bardzo wiele. Spodziewano się, że
zespół nawiąże poziomem do tak wielkich albumów jak np. „Defenders of the Faith”
czy „Painkiller”. Niestety od 2003 roku z twórczością Judas Priest tak dobrze
nie było i o ile „Angel of Retribution” oraz „Redeemer of Souls” można nazwać
niezłymi krążkami, o tyle „Nostradamus” raczej uważany jest za największy
niewypał w historii kapeli. „Firepower” miał być więc taką płytą, która zamknie
usta wszystkim krytykom odsyłającym zespół z Birmingham na emeryturę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






