Przyszedł więc czas na zdecydowanie najbardziej wyczekiwaną
płytę drugiej dekady dwudziestego pierwszego wieku. Członkowie Metalliki w
każdym kolejnym wywiadzie mówili, że wciąż nagrywają i album ukaże się w
najbliższym czasie. Jednakże po pewnym czasie fanów zapewnienia przestały
interesować, bo żadne nowe kawałki się nie ukazywały. Muzykom udało się
osiągnąć efekt zaskoczenia, ponieważ pierwszy singiel i informację o premierze
płyty opublikowali, gdy już właściwie nikt się tego nie spodziewał. Od samego
początku było wiadomo, że czeka nas kolejny spór między ortodoksyjnymi fanami,
a słuchaczami, którym podobają się czasy po „czarnej płycie”. Czy wszyscy
twierdzący, że Metallica skończyła się na „Master of Puppets”, będą musieli w
końcu odwołać swoje słowa? Zapraszam do recenzji.
niedziela, 20 listopada 2016
środa, 9 listopada 2016
Osiemdziesiąta szósta recenzja: Następne gitarowe popisy Synestera Gatesa
Avenged Sevenfold zawsze był dla mnie zespołem od bardzo
dobrych utworów. Jednakże, jeśli chodzi o całe albumy, to ta grupa podchodziła
mi niespecjalnie. Przy każdym krążku w pewnym momencie, trafialiśmy na
nudniejsze fragmenty. Tytułowy singiel pokazał, że zapadające na długo w pamięć
kompozycje znów się pojawią. Pozostawało, więc istotne pytanie: czy grupie uda
się utrzymać wysoki poziom przez cały „The Stage”?
piątek, 4 listopada 2016
Osiemdziesiąta piąta recenzja: Kosmiczna i koncepcyjna Coma
Przed premierą nowej płyty grupy Coma byłem pewny tylko
jednej rzeczy. Mianowicie tego, że po opublikowaniu wydawnictwa w Internecie
znowu rozpęta się spór pomiędzy wielkimi fanami zespołu, a, wcale nie będącymi
w mniejszości, krytykantami kapeli. W Polsce chyba nie ma wokalisty, który
budziłby tak skrajne odczucia jak Piotr Rogucki. Jedni kochają go za jego
charakterystyczną manierę w głosie, a inni nienawidzą właściwie za wszystko. Co
ją sądzę o twórczości muzyków z Łodzi? Wszystko w dzisiejszym poście.
czwartek, 13 października 2016
Osiemdziesiąta czwarta recenzja: Trzeci z rzędu progresywny album Opeth
Przemiana, która nastąpiła w grupie Opeth, nie wpłynęła
drastycznie na poziom wydawnictw zespołu. Jednakże od dłuższego czasu brakuje
Szwedom tak dobrego albumu jak np. „Blackwater Park”. Najnowsze dzieło to
kolejny rozdział w historii artystów ze Sztokholmu pozbawiony elementów muzyki
deathmetalowej. Po niezłych singlach
oczekiwałem na „Sorceress” czegoś więcej niż tylko trzymania solidnego, progrockowego
poziomu.
środa, 28 września 2016
Osiemdziesiąta trzecia recenzja: Fantastyczny i poruszający nowy krążek grupy Marillion
Muzycy grupy Marillion nikomu nie muszą już niczego
udowadniać. Stworzyli tyle przepięknych dzieł, że tylko głupiec mógłby
przeciwstawiać się uznaniu ich za jeden z najlepszych zespołów wszech czasów.
Mimo tego artyści promowali swój album
konkretnym hasłem mówiącym o tym, że jest to ich najlepszy album w historii.
piątek, 23 września 2016
Osiemdziesiąta druga recenzja: Kolejna lekcja historii z grupą Sabaton
Sabaton jest kolejnym zespołem, który nigdy mnie przesadnie
nie porywał. Ciężko mi było zachwycić się ich którąkolwiek płytą. Jeżeli chodzi
o tworzenie wojennych tekstów czy zastosowanie chórków, to oczywiście uważam,
że są w tym jednymi z lepszych w power metalu, ale muszę przyznać, że ich
kolejne dzieła stają się po pewnym czasie nudne. Do tej pory najbardziej
przeszkadzały mi monotonne partie gitarowe i perkusyjne. Jak jest tym razem?
Zapraszam do czytania.
poniedziałek, 5 września 2016
Osiemdziesiąta recenzja: Przemiana Blues Pills
Kapela Blues Pills wejście do świata muzyki miała
niesamowite. Ich pierwszy album niezaprzeczalnie był jednym z najlepszych
krążków 2014 roku, a grupę okrzyknięto mianem największego rockowego talentu
ostatniej dekady. Artyści postanowili nie cieszyć się za długo sukcesem
debiutanckiego wydawnictwa. Po dwóch latach od premiery „Blues Pills” muzycy
wręczają nam „Lady in Gold”. Album zupełnie inny i niezwykle intrygujący.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






