Przeglądając pojawiające się podsumowania wydawnicze 2018
roku i zestawiając je z recenzjami zamieszczonymi na moim blogu, stwierdziłem,
że nad kilkoma tegorocznymi pozycjami muszę się bardziej pochylić. Płytą, która
najmocniej przykuła moją uwagę i pojawiła się niemal we wszystkich rankingach
jest najnowsze "You Won't Get What You Want" grupy Daughters. Albumu
tego słuchałem już wcześniej kilka razy, ale dopiero niedawno przysiadłem do
niego na spokojnie, z odpowiednim skupieniem. Na wstępie muszę napisać, że nie
pamiętam kiedy jakieś dzieło mnie tak bardzo przeraziło.
niedziela, 16 grudnia 2018
środa, 12 grudnia 2018
Sto czterdziesta szósta recenzja: "Down the Road Wherever" - Mark Knopfler jakiego wszyscy dobrze znamy
Mark Knopfler od wielu lat w swojej twórczości podążą tą
samą drogą. Porusza się w rejonach soft rockowych, czasem lekko odchodząc w
klimaty bluesa, country czy folku. Na kolejnych koncertach muzyka wciąż
pojawiają się tłumy, a płyty szczególnie w Stanach Zjednoczonych, Skandynawii i
Polsce sprzedają się znakomicie. Najnowsze dzieła Knopflera są jednak bardzo
bezpieczne. Rozkochują odwiecznych fanów artysty i grupy Dire Straits, a innym
po prostu nie przeszkadzają. Jeżeli liczyliście, że na tej płycie wszystko
wywróciło się do góry nogami to niestety muszę Was rozczarować.
poniedziałek, 3 grudnia 2018
"Trzeba ćwiczyć, ćwiczenia do sukcesu są, prowadzą" - czyli relacja z koncertu Dawida Podsiadło w Szczecinie (1.12.2018)
Nie ma fal? A kto tak mówi? Netto Arena zapełniona do
ostatniego miejsca falowała w sobotni wieczór w takt muzyki Dawida Podsiadło.
To było profesjonalnie wyprodukowane widowisko, dopięte na ostatni guzik, z
profesjonalnym frontmenem w roli głównej. Razem ponad dwie godziny świetnej
zabawy.
sobota, 24 listopada 2018
Sto czterdziesta piąta recenzja: Rewolucja w muzyce Muse na "Simulation Theory"
Przygotowując się do napisania recenzji „Simulation Theory”
zajrzałem do recenzji poprzedniego albumu Muse, którą opublikowałem trzy lata
temu. Muszę przyznać, że mało jest w tym tekście konkretów, a styl pisania jest
bardzo daleki od takiego, jakiego dzisiaj od siebie oczekuję, ale w gruncie
rzeczy mogę napisać, że zgadzam się z tym co twierdziłem te kilka lat
wcześniej. Wciąż ekscytuje się tą płytą i uważam ją za najlepsze wydawnictwo w
dorobku zespołu Matta Bellamy’ego. Na „Drones” muzycy wrócili do swoich
rockowych korzeni, co wbrew pozorom nadało ich siódmemu krążkowi niesamowitej
świeżości. Artyści zaprezentowali wtedy także kilka bardzo dobrych,
progresywnych kawałków wyraźnie wzbogaconych o nowe inspiracje, których
wcześniej w ich dyskografii nie doświadczyliśmy. To właśnie dzięki nim można
było się spodziewać że formacja z Teignmouth na kolejnym albumie w pewnym
stopniu zmieni swoje oblicze. Nie sądziłem jednak, że w muzyce Muse dojdzie do
całkowitej rewolucji.
poniedziałek, 19 listopada 2018
Sto czterdziesta czwarta recenzja: Dead Can Dance zabierają słuchaczy na Dionizje
Na albumy zespołu Dead Can Dance muzyczny świat zawsze czeka
z zapartym tchem. Każda z płyt australijskiego projektu zaskakuje bowiem czymś
nowym i zabiera słuchaczy w nieznane dotychczas dźwiękowe rejony. Moje podróże
z wydawnictwami DCD do najłatwiejszych nigdy nie należały. Z każdą płytą grupy
muszę przez pewien czas się oswajać zanim wyrobię sobie o niej jakieś pozytywne
bądź negatywne zdanie. Nie inaczej było w przypadku dziewiątego studyjnego
krążka formacji. Tym razem muzycy zabierają nas na obrzędy Dionizosa, a więc
mitologicznego boga wina i płodności.
środa, 7 listopada 2018
Sto czterdziesta trzecia recenzja: Greta Van Fleet to odgrzewany kotlet czy nadzieja rocka?
O żadnym debiutującym zespole nie dyskutuje się w ostatnim czasie tak często jak o Grecie Van Fleet. Od momentu wypuszczenia EP-ki "From the Fires" muzyczny świat podzielił się na dwa fronty. Jedni mówią, że amerykańska formacja to najmniej smaczny odgrzewany kotlet jakiego przyszło im kiedykolwiek spróbować. Drudzy natomiast uważają zespół z Frankenmuth za nadzieję dla rockowej sceny. Teraz przyszedł czas na najpoważniejszy jak dotąd test dla kapeli, a więc premierę ich pierwszego studyjnego albumu.
sobota, 20 października 2018
Sto czterdziesta druga recenzja: Na "Małomiasteczkowym" Podsiadło jest jeszcze bardziej swojski
Nie ma w Polsce drugiego twórcy, który tak umiejętnie
łączyłby przystępność swojej muzyki z jej artystyczną jakością. Dawid Podsiadło jest szanowany zarówno w kręgach tych ludzi, którzy muzyki tylko czasem sobie
posłuchają w radiu, jak i tych, którzy muzyką żyją i w miesiącu potrafią
przesłuchać setki płyt. Swoim poprzednim albumem – „Annoyance and
Disappointment”, artysta z Dąbrowy Górniczej utwierdził słuchaczy w przekonaniu,
że kapitalny debiut nie był przypadkiem. Tym razem Dawid zabiera nas do
zupełnie innej krainy. Krainy małomiasteczkowej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)






